KRZY?? SYBIRAKA

Antoni Papu??y??ski

Antoni Papu??y??ski

Antoni Papu??y??ski (1940??2003), syn Antoniego i Bronis??awy, urodzi?? si? na Syberii 15 sierpnia 1940 roku w ziemiance (ko??choz Gieorgiejewka w Kazachstanie). Ojciec Antoniego walczy?? jako u??an przeciw nawale sowieckiej w jednej z najwa??niejszych bitew ??wiata, zwanej ??Cudem nad Wis???? 15 sierpnia 1920 roku. Po sze??ciu latach zes??ania, w czerwcu 1946 roku, Antoni wraz z Matk? i czterema bra?mi przybyli do Polski. W 1957 roku Antoni zg??osi?? si? do Zgromadzenia Ksi???y Marian??w w Warszawie na Bielanach. ??wi?cenia kap??a??skie otrzyma?? 2 lutego 1967 roku we W??oc??awku. Magister psychologii.

Opublikowa?? Podstawy psychologiczno-pedagogiczne systemu wychowawczego Ojca Stanis??awa Papczy??skiego, za??o??yciela Marian??w (Warszawa 1973).

??Ave Maria!?
Pisz pami?tniki
(Ks. Prymas S.Wyszy??ski, Jasna G??ra 1976).

M??wi? o sobie jest zawsze trudno, tym bardziej gdy trzeba si?gn?? pami?ci? do bolesnych wydarze??, jak w tym wypadku do czas??w wywiezienia naszej rodziny na Sybir. Musz? zaznaczy?, ??e dla mnie nie jest to ??atwe, tym bardziej, ??e wi???e si? z przykrymi do??wiadczeniami i prze??yciami, kt??re niew?tpliwie wywar??y wp??yw na ca??e moje ??ycie. Nie umiem pi?knie opowiada?. Ponadto tysi?ce innych os??b cierpia??o podobnie jak ja. Nigdy nie chcia??em traktowa? tych do??wiadcze?? jako czego?? specjalnego. Z szacunku do tych innych, trzeba opowiedzie? uczciwie i po prostu, przynajmniej kilka wydarze?? z tamtych lat, nie ukrywaj?c, ani zbytnio nie uwydatniaj?c niczego.

Postaram si? podzieli? z Czytelnikiem tym, co zapami?ta??em osobi??cie, a pami?tam du??o, oraz tym, co przekaza??a mi przede wszystkim Mamusia, Ojciec oraz czterej starsi bracia.

Urodzi??em si? 15 sierpnia 1940 roku w Gieorgiejewce. By?? to ko??choz po-??o??ony w p????nocno-zachodniej cz???ci Kazachstanu jakie?? 600 ?? 700 km od Karagandy. Naszym najbli??szym miasteczkiem by??y Karta??y. Wracam do pocz?tku naszej historii w Kazachstanie. Wywieziono nas w nocy z 12 na 13 kwietnia 1940 roku z miejscowo??ci Kwerdynie na Wo??yniu, powiat ?uck. Polecono Mamie i czterem moim braciom szybko si? spakowa? i odstawiono na dworzec kolejowy, gdzie za??adowano ju?? wiele rodzin do bydl?cych wagon??w. Ta deportacja by??a krzywd? wyrz?dzon? w bezwzgl?dny spos??b ogromnej liczbie Polak??w i odbywa??a si? w najgorszym, jaki sobie mo??na wyobrazi? momencie, poniewa?? Mama ju?? pi?ty miesi?c nosi??a mnie pod swoim sercem.

Mojego Ojca Antoniego, uczestnika wojny z 1920 roku, u??ana 12 pu??ku, NKWD aresztowa??o wcze??niej, to znaczy w lutym tego?? roku, i wywioz??o do pracy w kopalniach za Uralem. Od tej chwili ??lad po nim zagin???. Dopiero p????niej dowiedzieli??my si?, ??e ocala??, ale o tym pragn? wspomnie? p????niej.

Owej pami?tnej nocy Mama pr??bowa??a opanowa? rozpacz. Zabra??a troszeczk? niezb?dnych rzeczy i co?? z ??ywno??ci. Po przedmioty na pi?trze nie wolno by??o i???, a tam znajdowa??y si? rzeczy najbardziej potrzebne, zrobione ze sk??ry. Na pocz?tku ??pakowania si??, przed opuszczeniem domu Mama wzi???a na szyj? najwa??niejszy i najcenniejszy skarb w domu: krzy?? rodzinny. Te kilka tobo??k??w rzeczy zebranych w po??piechu mia??y nam s??u??y? przez d??ugie sze??? lat. Enkawudzista dowodz?cy akcj? wyra??nie pofolgowa?? i przed??u??y?? limit czasowy pakowania si?. Gdy Mama pad??a na kolana, by w modlitwie po??egnalnej z domem poleci? dobremu Bogu pi?cioro dzieci i siebie, enkawudzista z szacunku zdj??? czapk?, podszed?? blisko Mamy i powiedzia??: ??Tiotia, Boh wierniot tiebia w rodinu? ?? ??Matko, B??g pozwoli ci wr??ci? do Ojczyzny?. Ten rodzinny krzy?? by?? z nami przez ca??y czas zes??ania, co jak mi si? wydaje jest niezwykle wa??ne, poniewa?? stanowi?? on centrum ??ycia w naszym ??domu? ?? ziemiance zag???bionej w pewnej swej cz???ci pod ziemi?, w kt??rej nas umieszczono.

Ci, kt??rzy prze??yli swoje m?cze??stwo w takim ??mieszkaniu? wiedz?, co to jest ziemianka w Kazachstanie. Przed tym krzy??em modlili??my si? w tragicznych chwilach. W cieniu tego krzy??a cierpieli??my, prze??ywali??my dzieci??stwo, m??odo???, r????nego rodzaju udr?czenia, zagro??enia ??ycia, choroby, g????d, zimno oraz kilkakrotnie wielotygodniowe umieranie z g??odu. Pami?tam do d z i ?? smak trawy, siana, lebiody, kory z drzew czy krzew??w oraz smak r????nych korzeni ro??lin wydrapywanych spod ??niegu. Takie od??ywianie niszczy??o przew??d pokarmowy, cz?sto bez mo??liwo??ci wyleczenia. Na zewn?trz temperatura dochodzi??a czasami do minus 50 stopni i ni??ej. Niejeden raz przymarzali??my do ??cian pokrytych lodem wewn?trz ziemianki. Dla ludzi mieszkaj?cych w miar? normalnych warunkach takie egzystowanie jest raczej niewyobra??alne.

Kiedy si? urodzi??em w tak niezwyk??ych, nieludzkich warunkach ?? bez pomocy lekarza czy po??o??nej ?? Mama bardzo si? cieszy??a, ??e ma pi?ciu syn??w. Wydaje mi si? to nadzwyczajne, ??e wszyscy zostali??my uratowani i ?? po prawie sze??ciu latach ?? dzi?ki Bogu wr??cili??my do Polski.

Pragn? wspomnie? jeszcze o innych wydarzeniach zwi?zanych z zagro??eniem naszego ??ycia, przede wszystkim ze strony wyg??odnia??ych zim? wilk??w.

A wszystko zacz???o si? od tego, ??e z bratem Eugeniuszem pilnowali??my domu, podczas gdy Mama i starsi bracia ci???ko pracowali w ko??chozie. Pewnego razu Mamie uda??o si? kupi? kota, po rosyjsku ?? koszka. Tego w??a??nie dnia przyszed?? do nas szesnastoletni Kirgiz z batem, otworzy?? drzwi ziemianki i zawo??a??: ??addajtie koszku?. Jak to ?? odda? naszego kota? Jedyn? nasz? pociech?? To by??o niemo??liwe. Brat, starszy ode mnie, mia?? wtedy sze??? i p???? roku, by?? bardzo m???ny i powiedzia??: nie! To jest nasza koszka! Dosz??o do b??jki. Kirgiz zacz??? nas bi? batem. Bronili??my si?. On brata powali?? na ziemi?, ??eby zabra? kota, a ja widz?c, ??e brat jest pod szesnastoletnim Kirgizem, wzi???em polano, kt??re le??a??o najbli??ej i przy??o??y??em temu Kirgizowi w siedzenie. Kirgiz zerwa?? si?, pu??ci?? brata i pobieg?? po pomoc do swojej matki (oko??o czterystu metr??w od nas). Kirgizka bieg??a do nas z d??ugim dr?giem, ??eby wtargn?? do naszej ziemianki i nas zabi?. Wtedy, zwaliwszy g??rn? ??cian? przedsionka ziemianki, pod jej os??on?, uciekli??my w step. By??o to przed wieczorem. Nie zdawali??my sobie sprawy, ??e uciekaj?c spotkamy zg??odnia??e wilki, kt??re stanowi??y ??miertelne niebezpiecze??stwo. Brat trzyma?? mnie mocno za r?k? i nie pu??ci?? ani razu. Ci?gn??? mnie za sob?, a?? przysz??a mu my??l, aby uciec na silos. Brat Eugeniusz by?? starszy ode mnie o dwa i p???? roku. Po ludzku bior?c nie by??o szans na uratowanie si?. Uda??o nam si? jednak uciec na s??omiany dach silosu, kt??ry mia?? ostry spadek. Silos nie by?? zbyt wysoki. Brat wci?gn??? mnie na sam szczyt dachu i trzymali??my si? krzycz?c i wo??aj?c o ratunek. Byli??my obl???eni przez ca??e stado wilk??w i atakowani przez nie przez ca??? noc. Wilki wy??y, biega??y wok????, usi??owa??y wskakiwa? na silos, ale ci?gle spada??y. Czasami by??y bardzo blisko. Zdawa??o si?, ??e chwyc? kt??rego?? z nas za nog? czy za r?k?. Ratunek przyszed?? dopiero rano. Byliby??my niechybnie zgin?li, gdyby nie jaka?? Bo??a moc, kt??ra pozwoli??a nam, ma??ym dzieciom, wytrwa? w takim strachu przez ca??? noc. Nad nami ja??nia??o ?? jak w jasny dzie?? ?? niebo usiane niezliczonymi gwiazdami i ksi???yc ??wi?c?cy niezr??wnanym blaskiem. By??o to ogromne, niezapomniane prze??ycie.

W swojej niepoj?tej Opatrzno??ci B??g nas ocali??. Byli??my jak owce mi?dzy wilkami. Przed nami ??mier? ze strony wilk??w, za nami ??mier? od gniewu Kirgizki, ale rami? Pana wydoby??o nas z tej opresji. Wydarzenie Paschalne ?? interwencja Boga po??r??d ??mierci! Rano o ??wicie pierwszy wyl?dowa??em na r?kach mojej Mamy, brat za?? zsun??? si? z silosu na ziemi? i wpad?? w obj?cia braci. Rado??? nasza nie mia??a granic. Wilki jeszcze by??y, ludzie odp?dzili je ogniem, biciem w ??elazo i w blach?. Przez noc zgromadzi??o si? ich chyba ponad dwie??cie. Wy??y, biega??y, zwo??ywa??y si?, a ich liczba z ka??d? godzin? ros??a. Odp?dzi? tak? sfor? wilk??w od takiej zdobyczy, jak? stanowili??my dla nich, nie by??o spraw? prost?, ani ??atw?. A jednak uda??o si?. Pami?tam to wydarzenie jakby si? dzia??o dzi??.

Ale nie powiedzia??em jednej z najwa??niejszych rzeczy. Gdy uciekali??my przed wilkami, a one by??y tu?? za nami, odwr??ci??em si? i zobaczy??em ich ??lepia b??yszcz?ce jak ognie. Brat powiedzia?? mi: ??Anto??, nie p??acz g??o??no, bo wilki b?d? si? zbiega? tym bardziej?. Przesta??em wi?c p??aka? i podbiegli??my pod ten silos, a wilki by??y ju?? bardzo blisko, mo??e bli??ej ni?? sze???dziesi?t metr??w. Podobno wilk w pojedynk? nigdy pierwszy nie zaatakuje, czeka na grup?. M??j brat schyli?? si? i m??wi: ??Anto??, wskakuj na moje ramiona, r?czk? g???boko wsuwaj w siano i uwa??aj, ??eby?? nie spad???. Tak te?? zrobi??em. Pierwszy wlaz??em na spadzisty dach, a on wo??a: ??w??a?? wysoko!? Dopiero po mnie brat b??yskawicznie wdrapa?? si? na silos, a gdy podci?ga?? nogi wilki ju?? skaka??y do jego st??p. To ma??e dziecko zachowa??o si? jak bohater, jak kto?? doros??y! Bez w?tpienia uratowa?? mnie od niechybnej ??mierci. Pami?tam, ??e gdy znajdowali??my si? na szczycie silosu m??j brat zrobi?? gniazdo bocianie, na kt??rym si? usadowili??my. Przez ca??? noc wo??ali??my: Mamusiu, Mamusiu!!! A wilki si? zbiega??y, szczeka??y, wy??y, warcza??y i co chwil? kt??ry?? z nich rozp?dza?? si? i pr??bowa?? wskoczy? na silos, kt??ry mia?? ??cian? wysoko??ci mo??e z p????tora metra, a nad ??cian? s??omiany, spadzisty dach. Gdy wilk wskoczy?? na t? pochy??? stron? dachu i usi??owa?? ??apami wdrapa? si? wy??ej, ze??lizgiwa?? si? i ku naszej rado??ci spada?? na ziemi?. Zagro??enie ??ycia ze strony wilk??w by??o bardzo realne i bardzo bliskie. Mia??em jakie?? naturalne odczucie, jakby Pan B??g na nas patrzy?? i swoj? moc? przesuwa?? granic? niebezpiecze??stwa. Pami?tajmy, ??e w Kazachstanie wszyscy mieszka??cy byli pouczeni, ??e nie wolno wychodzi? z ziemianki na zewn?trz, a nawet wystawi? r?ki czy nosa za drzwi, bo ??wilki s? inteligentne?.

Gdy kto?? otworzy?? drzwi, a wilk by?? na czatach ?? praktycznie nie by??o szans na uratowanie. Zdarza??o si?, ??e wilki wyci?ga??y dziecko z domu za g??ow? czy r?k?. Doro??li wychodz?c z domu zawsze mieli ze sob? ogie?? czy co?? ostrego. Dzi?ki tym narz?dziom mogli si? obroni?, ale i to nie zawsze. Dziecko nie mia??o szans. Sam widzia??em jako chyba pi?cioletni ch??opiec jak w odleg??o??ci oko??o dwustu metr??w od nas wilk czatowa?? przy drzwiach kirgiskiej ziemianki. W pewnym momencie lekko otworzy??y si? drzwi i zobaczy??em jak wilk niesie w z?bach krzycz?ce dziecko, kt??re w pewnym momencie zarzuci?? sobie ?? co jest nie do wiary ?? na plecy, tak jak si? zarzuca tobo??ek lub worek zbo??a. Kirgiz p?dzi?? za nim z wid??ami. Goni?? wilka jakie?? sto metr??w i pad?? z wyczerpania. Nie zd???y?? dogoni? wilka.

Na pytanie czy jako dziecko ba??em si? wychodzi? z domu czy nie, mog? odpowiedzie?, ??e strachu nie pami?tam, ale pami?tam przestrogi starszych, by nie wychodzi? z domu, bo jest to niebezpieczne. W bezpiecznych okoliczno??ciach nie odczuwa??em l?ku, ani strachu, aby wyj??? z ziemianki. Wr?cz przeciwnie, spotykali??my si? z r??wie??nikami w r????nych miejscach. Trzeba by??o jednak by? roztropnym, czujnym i przewiduj?cym. M??j brat Eugeniusz zawsze czuwa?? nade mn? i odznacza?? si? wieloma r????nymi sprawno??ciami. Wieczorem nikt bez konieczno??ci nie wychodzi?? z domu. Trudne sytuacje hartowa??y nas. Nie mia??em zatem strachu, ani l?ku. Polubi??em step, coraz lepiej umia??em si? po nim porusza?, polubi??em tak??e tundr? i tajg? oraz ogromne przestrzenie, kryj?ce w sobie swoje tajemnice i niebezpiecze??stwa. D??ugie do??wiadczenie ??yciowe miejscowej ludno??ci nauczy??o wszystkich zachowywania ostro??no??ci i nie nara??ania si? niepotrzebnie na niebezpiecze??stwo. Oczywi??cie mo??na by??o ?? jak wspomnia??em ?? wyj??? z domu razem z bra?mi i Mam?, ale s??ysza??em mn??stwo opowiada??, ??e i doro??li nie wracali do swoich dom??w. To by??o ostrze??enie dla wszystkich, a tym bardziej dla dziecka. Zw??aszcza w zimie, bo w lecie wilki kr?ci??y si? nie w okolicach ko??choz??w i sowchoz??w, lecz raczej na stepie, szukaj?c ??atwej zdobyczy w postaci owcy, sus??a, krowy, konia czy innego zwierz?cia, ale na og???? nie napa- da??y na ludzi, chyba ??e by??y g??odne. Natomiast w zimie wszystkie zwierz?ta domowe s? pozamykane w ??budynkach gospodarczych?, dlatego ludzie staj? si? wyj?tkowym celem polowa?? ze strony wilk??w.

Chc? powiedzie? o jeszcze innym zagro??eniu, takim jak cho?by opuchni?cia g??odowe. Niejednokrotnie przymierali??my z g??odu, o czym ju?? wspomnia??em. Innym zagro??eniem ??ycia by??y mrozy i odmro??enia ko??czyn, co obecnie jest moim szczeg??lnym, cichym, pokornym, trwa??ym cierpieniem. Do dzi?? jest moj? rado??ci? wspomnienie krzy??a, kt??ry by?? razem ze mn? i z moj? rodzin? w naszej ziemiance. Dlaczego to jest wa??ne? Poniewa?? nasze ??ycie ci?gle oscylowa??o mi?dzy tym krzy??em a rzeczywisto??ci?, kt??ra by??a naszym permanentnym zagro??eniem. W takich warunkach odbywa??o si? uczenie mnie znaku krzy??a, w takich warunkach uczono mnie pacierza, prawd wiary. Ten krzy?? na ??cianie naszej ziemianki by?? w??a??ciwie wszystkim. By?? wiar?, by?? nadziej?, by?? znakiem przypominaj?cym dom rodzinny i nasz? Ojczyzn?, z kt??rej zostali??my przemoc? wyrwani. Krzy?? stopniowo nabiera?? znaczenia w moim wn?trzu, stawa?? si? coraz bardziej konkretny, przyjazny, radosny i chwalebny. Tego krzy??a przysz??o te?? nam broni?. Gdy pewnego razu Kirgiz, muzu??manin, przyszed?? do naszej ziemianki i zobaczy?? nasz krzy?? wisz?cy na centralnym miejscu, chcia?? go zerwa? ze ??ciany i blu??ni?? w spos??b tak ordynarny, ??e nie godzi si? tego powtarza?. Moi starsi bracia i Mama nie pozwolili mu krzy??a nawet dotkn??. Wyprowadzili go na zewn?trz i wyperswadowali mu, ??e tylko dlatego nie zosta?? nale??ycie obity, co mu si? nale??a??o za blu??nierstwo, ??e znalaz?? si? w??r??d chrze??cijan. Kirgiz by?? przekonany ?? jak p????niej opowiada?? ?? ??e po tym blu??nierstwie ??ywy nie wyjdzie z naszego domu. Wyt??umaczono mu r??wnie??, ??e w??a??nie Jezus ukrzy??owany kaza?? przebacza? i mi??owa? tak??e nieprzyjaci????. Kirgiz musia?? na koniec pokornie wys??ucha? wyja??nie?? braci na temat znaczenia krzy??a i o nale??nej krzy??owi czci i mi??o??ci. Pami?tam niesamowit? rado??? w domu, gdy bracia opowiadali jak Kirgiz dawa?? do zrozumienia, ??e wszystko rozumie i ??e zgadza si? z wszystkim, co mu t??umaczyli. Gdy zosta?? puszczony wolno nie m??g?? w to uwierzy? i uciekaj?c co chwil? si? odwraca?? w stron? naszego domu. Tak za??egnany konflikt mia?? swoje pozytywne skutki, ale nie spos??b tego wszystkiego opowiedzie?. Warto tutaj tylko zaznaczy?, ??e potem w tragicznych dla nas sytuacjach ten sam cz??owiek by?? do nas bardzo przychylnie nastawiony.

Innym razem wszed?? do naszej ziemianki, tego nie mog? zapomnie?, stary pastuszek z siw? brod?, strasznie wymizerowany. Mia?? na imi? Miko??aj, pas?? ko??chozowe byd??o, a gdy zobaczy?? w naszej ziemiance krzy?? rozp??aka?? si?, zdj??? z wielkim szacunkiem czapk? i uk??oni?? si?. Po pewnym czasie, gdy nabra?? zaufania, powiedzia??, ??e jest popem, duchownym prawos??awnym, ??e z tego powodu zosta?? zes??any na Sybir i ??e cudownie ocala?? z jakiego?? pogromu. Przeznaczono go w ko??chozie do pasienia byd??a. Dano mu do zrozumienia, ??e zamiast ,,pa??? ludzi, b?dziesz pas?? byd??o?. Tak to wszyscy zrozumieli, tak i ja to zrozumia??em. Opowiada?? to wszystko z wielkim przej?ciem i by?? taki jaki?? dostojny, pomimo strasznej biedy, jaka widnia??a w ca??ym jego ubiorze. Matka moja, osoba szalenie praktyczna i odwa??na, szybko odwszawi??a go, opatrzy??a rany i pocz?stowa??a czym mog??a. Dosta?? na drog? upieczonego ziemniaka. Trzeba tu powiedzie?, ??e dosta? ziemniaka upieczonego w takich warunkach, to co?? wi?cej ni?? dzisiaj otrzyma? tort, bo tortu tam nikt w ??yciu nie widzia??, a ziemniak by?? wtedy dzienn? dawk?, aby prze??y?. W rozmowie z tym prawos??awnym duchownym dowiadywali??my si? r????nych tajemnic o Bogu. S??ucha??em go z wielk? uwag?, bo to przecie ?? jest ksi?dz, a mnie opowiadano, ??e w Polsce s? ksi???a i ko??cio??y. Mama przewiduj?c inne potrzeby tego prawos??awnego ksi?dza zaopatrzy??a go w r????ne rzeczy, takie drobiazgi, ciuszki, kt??re by??y mu przydatne i kt??re mo??e uratowa??y mu nawet ??ycie. W tamtych warunkach by??y one konieczne, aby prze??y? pas?c byd??o w stepie. Pami?tam, ??e gdy d??u??szy czas nie by??o go u nas (bo zosta?? zaproszony, by zachodzi?? do nas kiedy b?dzie w pobli??u) modlili??my si? za niego, przypuszczaj?c, ??e prawdopodobnie nie przetrzyma?? strasznej katorgi. By??o to moje pierwsze spotkanie z ksi?dzem i pierwsze poj?cie o ksi?dzu w og??le. Po tym fakcie zadawa??em Mamie mn??stwo pyta?? na temat ksi?dza z czystej dzieci?cej ciekawo??ci: kto to jest ksi?dz? Gdzie pracuje? Co robi? Jacy s? ksi???a w Polsce? itd. Otrzymywa??em r????ne odpowiedzi i ju?? wtedy tworzy?? si? w mojej wyobra??ni obraz kap??ana czy zakonnika. Wspomn? o jeszcze jednej niezwyk??ej wizycie w naszej ziemiance. Mama ugotowa??a dla wszystkich gar??? kaszy. Byli??my wtedy wszyscy tak wyg??odzeni, ??e a?? popuchni?ci, a wi?c prawie w przed??miertnej fazie. I t? gar??? kaszy Mama w??o??y??a do kilku litr??w wody i odstawi??a na bok, ??eby ??zupa? wystyg??a. A tu nagle wpada do naszej ziemianki mocno wychudzona szesnastoletnia dziewczyna i nie dopu??ciwszy nikogo do siebie wypija nasz? kasz? prawie do dna ?? ku rozpaczy nas patrz?cych, wyg??odnia??ych, czekaj?cych na ten posi??ek. Dziewczyna wysz??a z domu chwiejnym krokiem. Pobieg??em za ni? do przedsionka, wzburzony jak mog??a nam to zrobi?? Wysz??a z sieni ziemianki, r?k? opar??a si? o framug? drzwi i pad??a martwa. Ogarn??? mnie straszny ??al. U??wiadomi??em sobie, patrz?c na jej otwarte jeszcze oczy, ??e ta dziewczynka ju?? nigdy nie wr??ci do ??ycia. Zosta??em pocieszony, ??e i ona zmartwychwstanie… Biedaczka by??a ??miertelnie g??odna. Pad??a martwa na ziemi?, jak dzi?? pami?tam ten widok. To by??a Rosjanka, kt??ra mieszka??a o jakie?? trzy ziemianki dalej.

Jej babcia nazywa??a si? Sawcienczycha, to ona ochrzci??a mnie ??z wody? zaraz po moim urodzeniu, a nast?pnie zdj???a ze ??ciany krzy?? i poda??a Go do uca??owania, wed??ug prawos??awnego zwyczaju. Z??o??y??a Mamie i noworodkowi ??yczenia. Z opowiada?? Mamy wiem, ??e uca??owa??em stopy naszego Pana i Odkupiciela na krzy??u, a ??yczenia tej babci spe??ni??y si?. Ciesz? si? i poczytuj? sobie za szczeg??ln? ??ask?, ??e w pierwszych chwilach mego ??ycia w chrzcie i w krzy??u spotka??em mego Zbawiciela i Pana. My??l?, ??e gdyby moje ??ycie zako??czy??o si? wtedy, to znaczy po uca??owaniu pasyjki Chrystusa, warto by??oby dla tego ??y?.

Wspomn? jeszcze o pewnym wydarzeniu z wilkami w 1942 roku. Moja Mama wybra??a si? do Karta??y, miasteczka po??o??onego trzydzie??ci kilometr??w od nas, by sprzeda? sw??j ostatni skarb, ??lubn? obr?czk?, i w ten spos??b ratowa? dzieci od ??mierci g??odowej. Mama dosta??a za t? obr?czk? kasz? j?czmienn?, chleb, ziemniaki i trzy kury oraz zapa??ki. By??a sroga zima. W ko??chozach i sowchozach ludzie masowo umierali z g??odu. W mie??cie ??atwiej by??o prze??y?. Wymienia??o si? u Rosjan ubrania, bielizn? i inne rzeczy na produkty ??ywno??ciowe, dzi?ki kt??rym mo??na by??o ratowa? ??ycie. Tak by??o w tym przypadku z moj? Mam?. Gdy Mama ju?? obesz??a uliczki miasta i zorientowa??a si?, ??e jej wyprawa, tak trudna i niebezpieczna, mo??e zako??czy? si? fiaskiem, a co gorsza mo??e sama zgin?? i dzieci nie uratuje, zacz???a si? ??arliwie modli? do Boga o pomoc… Mia??a taki zwyczaj, ??e gdy wchodzi??a do jakiego?? domu czy kogo?? spotka??a w drodze zawsze m??wi??a: Chrystus zmartwychwsta??! (??Chrystos woskres?) ludzie zwyczajem wschodnim odpowiadali: Prawdziwie zmartwychwsta??! Chodzi??a wi?c od domu do domu, usi??uj?c sprzeda? obr?czk? za ??ywno???. Ludzie m??wili jej: Ciocia, my te?? jeste??my biedni i przymieramy z g??odu. Id?? do domu szefa KGB, on jest dobrze sytuowany, oni maj? kasz?, chleb i inne rzeczy. Mama posz??a i te?? m??wi: ??Chrystos woskres? i s??yszy odpowied??: ??wai??cinno woskres?. Pytaj?: ??czego Mama chce?? Mama wy??uszcza spraw?, ??e ma ma??e dzieci umieraj?ce z g??odu i chce wymieni? z??ot? obr?czk? na ??ywno???. ??ona szefa KGB pyta: gdzie s? te dzieci? Mama m??wi: w ko??chozie, podaj?c wszystkie informacje. Kobieta wypyta??a dok??adnie o wszystko.

Potem posadzi??a Mam? przy stole, pocz?stowa??a herbat? ?? co by??o wyj?tkow? spraw? ?? i zaprowadzi??a mam? do swego pokoju, gdzie w wielkiej tajemnicy, w k?cie pokoju, ods??oni??a jak gdyby story, ukazuj?c ikon? Matki Bo??ej ?? ??Bo??ej Matiery?, tak powiedzia??a. Mama by??a zdumiona, ??e w takim domu jest ukrywany obraz Bogurodzicy. Ta ??ona m??wi: ??My si? modlimy, ja, m??j m??? i moja babka. Przed tym obrazem jeszcze wcze??niej modli??a si? tak??e moja prababcia. Rodzinna pami?tka. Ale to nie tyko pami?tka, lecz praktyka religijna?. ??Eto nasza ??iz???. Mama wtedy z rado??ci? odkry??a, ??e w tym bezbo??nym ??wiecie jeszcze istnieje ??ycie religijne. Wprost nie do wiary. Tam, za t? obr?czk?, wyposa??ono Mam? na drog? powrotn? w produkty ??ywno??ciowe i trzy kury. Mama pragn???a dotrze? do domu jeszcze za dnia, bo jak nie zd???y, to w nocy zginie od wilk??w. Zacz???o si? ??ciemnia?.

My w tym czasie w ziemiance b??agali??my Pana Boga przed naszym krzy??em o cud, o ratunek dla Mamy. Wiedzieli??my wszyscy co to znaczy samotnie, bez ??adnej ??broni? i??? noc?. Dlatego tym usilniej b??agali??my Pana Boga i nie ustawali??my w ??arliwej modlitwie. Male??ki kaganek naftowy o??wietla?? krzy?? i by?? cichym ??wiadkiem naszego dramatu. Czuli??my bowiem, ??e najukocha??sza osoba na ziemi nara??ona jest na wielkie niebezpiecze??stwo. Wreszcie w ??wietle ksi???yca zobaczyli??my biegn?c? resztkami si??, jak??? osob?, odp?dzaj?c? sfor? wilk??w, krzycz?c? ochryp??ym g??osem. Widzieli??my, ??e co?? rzuca??a wilkom na po??arcie, by zyska? na czasie. To by??a nasza Matka. Bracia wyskoczyli z rozpalonymi g??owniami, uprzednio przygotowanymi przeciw wilkom. Mama pad??a w ziemiance na ziemi? zupe??nie wyczerpana, prawie skonana, ale tobo??k??w z r?k nie wypu??ci??a. Uratowa??a ??ywno???, opr??cz dw??ch kur, kt??re rwa??a po kawa??ku i rzuca??a za siebie wilkom. Wilki zatrzymywa??y si? przy tej odrobinie mi?sa, gryz??y si?, walczy??y mi?dzy sob? o ka??dy k?s. Mama w tym czasie mia??a szans? na ucieczk?. I tak po kawa??eczku rzuca??a kurczaka za siebie i bieg??a co si?? do domu, do dzieci. By?? to maraton oko??o trzydziestokilometrowy, biegiem do granic wytrzyma??o??ci. Trzeba powiedzie?, ze Mama w czasie tej ucieczki i walki z wilkami, gdy wpad??a do ziemianki mia??a na swojej kufajce i chu??cie pian? tak bia??? jak fale spienionego morza. W ten spos??b zostali??my r?k? Bo??? raz jeszcze uratowani. Mama ju?? p????niej opowiada??a mi, ??e podczas tej ucieczki przed wilkami czu??a jak nigdy przedtem obecno??? Bo??? w sobie oraz przedziwn? moc wok???? siebie.

Albo inny fakt. W naszych obecnych warunkach tak??e prawie niewyobra??alny… Mama wiele wypraw robi??a po ??ywno???. Znowu jeste??my wyko??czeni, nie mamy co je???, mijaj? tygodnie, umiera masa ludzi dooko??a. Liczba krzy??y powi?ksza??a si? ilustruj?c rozmiary tragedii. Dowiadujemy si?, ??e wielu ludzi z okolicznych ziemianek oraz ko??choz??w i sowchoz??w w ostatnim czasie wybra??o si? do Karta??y i nie wr??ci??o do domu. Dwie wyprawy saniami zaprz???onymi w wo??y tak??e nie powr??ci??y. Ludzie twierdz?, ??e dopiero wiosn? mo??na b?dzie odnale??? ich ko??ci i ewentualnie ustali? na podstawie jakiego?? szczeg????u czyj??? to??samo???. Mimo tak wielkich niebezpiecze??stw Mama znowu robi wypraw? do miasta. Jest to dla nas jedyny ratunek. I znowu sama uda??a si? w drog?.

W drodze powrotnej nios??a sporo m?ki, kaszy i innej ??ywno??ci, ale z powodu ??nie??ycy zupe??nie straci??a orientacj?, w kt??r? stron? ma i??? do domu. Tak wyczerpa??a si??y i tak by??a zm?czona, ??e ogarn???a j? niesamowita senno???. Mama by??a po prostu bezsilna. My??li: cho? na chwil? usi?d?, zaraz wstan?, sekund? odpoczn?, bo dalej nie mog? i???. Doskonale wiedzia??a, ??e usi???? to znaczy umrze?. Ju?? si? nie wstanie. Mimo wszystko ?? my??li ?? usi?d? na chwileczk?, na pewno zaraz wstan?. I usiad??a, by zaraz wsta?. I co si? sta??o? Po chwili Mama pr??buje wsta? i nie mo??e. Kilka wysi??k??w i nic z tego. Absolutnie nie mo??e si? podnie???.

Opowiada??a nam, ??e my??l? i modlitw? pow?drowa??a wtedy do naszej ziemianki, by po??egna? na zawsze swoje dzieci. Pami?ta, jak ??egna??a si? z najm??odszym, kt??ry modli?? si? razem ze starszymi bra?mi o powr??t Mamy. To mnie, tego najm??odszego Mama wtedy ??egna??a, bo m??wi??a do Boga: on jest najbardziej bezradny, ma??e dziecko. ??egnaj?c si? w duchu z nami, zacz???a resztkami ??wiadomo??ci odmawia? ??Pod twoj? obron?? w intencji dzieci, a zw??aszcza w intencji mojej, abym nie zgin???. Wzruszy??a si? do tego stopnia, ??e z jej oczu wytrysn???y ??zy, a by??a ju?? powierzchownie zamarzni?ta. To si? utrwali??o w ??wiadomo??ci Mamy. W tym samym czasie z s?siedniego ko??chozu oddalonego od nas o sze??? ?? siedem kilometr??w wyjecha?? saniami zaprz???onymi w wo??y Kirgiz. ??nie??yca (burian) by??a wtedy tak ogromna, ??e nie tylko moja Mama zab???dzi??a, ale te?? ten Kirgiz Martynow. Zda?? si? on na instynkt zwierz?t, jad?c na o??lep, sam nie wiedz?c dok?d go dowioz?. Tak opowiada?? Mamie.

W pewnym momencie natrafi?? na kopiec ??niegu, od kt??rego odskoczy??y wo??y, zatrzyma?? je wi?c, odgarn??? ??nieg i zobaczy?? twarz zesztywnia??ej, bia??ej kobiety. Zauwa??y??, ??e serce jeszcze bi??o i pozna?? ??e to ??ciocia Polaczka?, bo tak oni nazywali moj? Mam?. Natychmiast po??o??y?? Mam? na sanie, przykry?? s??om?, workami i przywi??z?? do naszej ziemianki. Ale z jej r?k nie wypad?? ??aden tobo??ek, tak mocno wszystko trzyma??a dla dzieci.

Kazachowie w tamtych okolicach umieli ratowa? zamarzni?t? osob?. Gdy im moi bracia obiecali machork? i co?? jeszcze, to oni Mam? przez kilkana??cie godzin tak nacierali ??niegiem w lodowatym przedsionku, ??e odratowali j?. Potem jednak sk??ra z jej r?k razem z paznokciami kilkakrotnie schodzi??a w ci?gu roku w??r??d wielkich bole??ci, a?? pojawi??a si? normalna sk??ra i paznokcie, kt??re by??y ju?? odporne.

W tym wszystkim, jak widz? moja Mama mia??a szczeg??lny dar modlitwy, czego absolutnie nie mo??na pomin?? ?? by??a bardzo z Panem Bogiem zjednoczona. Takie trzeba da? ??wiadectwo. Po powrocie z Syberii, gdy by??em nieco starszy, my??la??em czasem: Je??eli taka jest Matka ziemska, to co dopiero mo??na powiedzie? o Matce Niebieskiej? Wydaje si?, ??e Mi??o??? zdecydowa??a tu o wszystkim. W tym przypadku mi??o??? Matki do dzieci. Tam, dok?d nas wywieziono, by??o wiele pe??nych rodzin ?? z ojcem i matk? oraz z jednym czy dwojgiem dzieci. Rodzicom cz?sto nie uda??o si? uratowa? swoich dzieci. Natomiast w moim przypadku jest co?? wyj?tkowego, szczeg??lnego, jaka?? tajemnica, kt??rej na ziemi nie da si? wyja??ni? do ko??ca. Przypuszczam, ??e na pewno wszyscy ojcowie i matki bardzo kochali swoje dzieci i pragn?li je uratowa? od ??mierci g??odowej, tak jak pragn???a uratowa? nas nasza Mama. Jestem przekonany, ??e Dobry B??g da?? mojej Mamie niezwyk??e moce duchowe, osobowe i fizyczne, ??eby mog??a zapewni? nam ??ycie. Jestem Bogu niezmiernie wdzi?czny za to, ??e tak? w??a??nie Matk? otrzyma??em od Boga.

Jestem Bogu niezmiernie wdzi?czny za to, ??e takiego Ojca otrzyma??em od Boga. Pewnego razu, gdy rodzina nasza powr??ci??a ju?? z Syberii a ja mia??em prawie 15 lat (a wi?c 1955r.), mieszkali??my w G??ogowie, wieczorem opowiedzia?? mi Ojciec swoj? najciekawsz? w ??yciu Wielkanoc. By?? w owym czasie ju?? po wyroku w ?ucku (1940 r.) i skazany na 15 lat ??agr??w. Nast?pnie zawieziono skaza??c??w wiosn? do Omska czy Tomska ?? ju?? dobrze nie pami?tam, bo nazwy te s? blisko brzmi?ce, a nie chcia??bym ich pomyli?. Tam w sam? Wielkanoc zwieziono cz???? ogromnej rzeszy skaza??c??w, a cz???? zegnano w jedno miejsce (raczej ko??o Omska) i w??r??d nich ustawiono co?? w rodzaju wysokiej m??wnicy w celu g??oszenia propagandy sowieckiej. Wyg??oszono kilka przem??wie?? ?? u??wiadamiaj?cych ??e ??kto nie rabotajet ten kuszat?? nie budiet?. Nast?pnie z miasta sprowadzono zesp???? muzyczny wraz z harmoni?, jedynym akompaniamentem, kt??ry za??piewa?? stoj?cym w zimnie i g??odzie ??agiernikom s??awn? piosenk?, znan? chyba wszystkim ko??cho??nikom i sowcho??nikom: ??Zdie?? nasta??a ??iz?? chorosza, umierat?? nie choczietsia!… Ha, Ha, Ha, Ha itd….?

Po zako??czeniu ??piewu o wspania??ym ??yciu w Zwi?zku Sowieckim ?? chyba szef oboz??w zapyta?? czy jeszcze kto?? chcia??by przem??wi?. Us??ysza?? to m??j Ojciec i natychmiast podni??s?? r?k?, ??e chce co?? powiedzie?. Podszed?? do m??wnicy, a stoj?cy u wej??cia na m??wnic? zapyta?? Ojca, co chce powiedzie?. Dalej m??wi Ojcu, ??e nie trzeba, bo ju?? wiecz??r si? zaczyna, a Ty b?dziesz m??wi?? i m??wi??! Ojciec natychmiast odpowiedzia??: ??powiem tylko dwa s??owa ?? przysi?gam? ?? ??a no to id??, ale pami?taj tylko dwa s??owa?. Ojciec wszed?? na m??wnic? ?? zrobi??o si? cichutko, ??e much? mo??na by??o us??ysze? jak leci. Ogromny t??um wpatrzony w ??agiernika chce us??ysze? co on powie?

M??wi Ojciec ?? ??podnios??em r?ce do g??ry, nabra??em ile tchu powietrza i pot???nie krzykn???em: Chrystus zmartwychwsta??! (Christos woskries) i zaraz pot???na odpowied?? t??umu: Prawdziwie Zmartwychwsta??!? Tak zacz?li ??agiernicy pot???nym g??osem wo??a?, ??e zdawa??o si? ??e g??os ten odbija si? o sklepienie niebieskie. W tym czasie Ojciec zsun??? si? z m??wnicy i zr?cznie da?? susa w t??um otaczaj?cy m??wnic?. Stra??nicy zacz?li rozgl?da? si? dooko??a, ale ju?? nikogo znale??? nie mogli… A t??um bez przerwy wo??a?? ??Chrystus Zmartwychwsta??!? Wielu enkawudzist??w wchodzi??o na m??wnic? by uspokoi? ludzi, ale oni nie chcieli ich s??ucha?. Grozili broni?… nic nie pomog??o. Ludzie wo??ali bez przerwy a?? do brzasku s??o??ca. Ko??cz?c opowiadanie m??wi Ojciec: ??to, ??e nie mogli uciszy? ??adnym sposobem tylu ludzi, to by?? znak, po ludzku niewyt??umaczalny. Nast?pnie nie mogli mnie znale???, to co?? nadzwyczajnego. Po prostu patrzyli na mnie p????niej i nie mogli mnie rozpozna?. A ja zwyczajnie sta??em ca??? noc w??r??d ludzi i wo??a??em razem z nimi a?? do ??witu… Chrystus Zmartwychwsta??!?

M??wimy tu o niezwyk??ej mi??o??ci rodzicielskiej, zw??aszcza o mi??o??ci ojca i matki. Musz? tu jednak powiedzie?, ??e tak postawa mojej Matki, jak i po powrocie z Syberii ?? postawa Ojca, pe??na mi??o??ci i m?stwa oraz czynna, konkretna mi??o??? moich braci, kt??rzy dzielili si? ze mn? czym tylko mogli, staraj?c si? bym prze??y?? najci???sze czasy, stanowi? jak??? cudown? ca??o???. By??o mi to wszystko dane jako w pewnym sensie nadzwyczajne skarby dla mego rozwoju, niezale??nie od pewnych ogranicze??, kt??re w tych okoliczno??ciach od pocz?tku musia??y zaistnie? na drodze mego ??ycia. A wracaj?c jeszcze do Mamy, chcia??bym doda?, ??e by??a bardzo skromn? osob?. Je??eli mamy m??wi? o zas??ugach i odznaczeniach, to najdoskonalej uczyni to Ten, kt??ry da?? ludziom tak? moc ducha. Kiedy?? na urodzinach Mamy przemawia?? najstarszy brat Bronis??aw. Powiedzia??, m.in. w ten spos??b: ????o??nierzom daj? r????ne odznaczenia, zale??nie od zas??ug. Za nadzwyczajne bohaterstwo nadaj? order Virtuti Militari, ale Ty Mamusiu masz na swojej piersi pi?? takich Virtuti Militari?. Mia?? na my??li ka??dego z nas, ka??de dziecko przez ni? uratowane.

Wspomn? jeszcze o pewnym wydarzeniu. By??o to ju?? jesieni? 1945 roku. Uda??o si? Mamie posadzi? daleko w stepie na powierzchni kilkunastu metr??w kwadratowych troch? ziemniak??w. Trzeba to by??o zrobi? dyskretnie, ??eby Kirgizi nie widzieli i nie ukradli plon??w. Ziemniaki obrodzi??y jak niemal cudowny po????w ryb ?? tak, ??e ziemia p?ka??a. Pewnego dnia Mama zrobi??a wykopki ?? zebra??o si? kilka work??w tych ziemniak??w ?? kilka kilometr??w od naszej ziemianki. By?? to ratunek dla nas wszystkich. Powsta?? problem, jak te ziemniaki przetransportowa? w tajemnicy do domu. Pod wiecz??r m??j starszy brat Eugeniusz od???czy?? od stada krow?, zaprz?g?? j? w jarzmo i do???czy?? do w??zka z dwoma ko??ami i dyszlami. Wsiedli??my na ten w??zek i pojechali??my po te ziemniaki w stron?, kt??r? Mama nam pokaza??a i w kt??r? zawsze chodzi??a. Krowa by??a wprost szalona, ale wsiedli??my i pognali??my w kierunku Mamy i ziemniak??w. Jechali??my do??? d??ugo w r????ne strony i zb???dzili??my. Zacz?li??my krzycze?: Mamusiu, Mamusiu! ?? w r????nych tonacjach i melodiach. Zorientowali??my si?, ??e zaczyna zapada? zmierzch i ??e pokazuj? si? na horyzoncie wilki. Oblecia?? nas strach, gdy?? od Mamy nie by??o ??adnego odzewu. Wiedzieli??my, co to mo??e znaczy?. Drogi powrotnej nie znali??my, a krowa czuj?c wilki tak szarpa??a i kr?ci??a, ??e lada chwila ca??y w??zek m??g?? si? rozlecie?, a step to nie droga asfaltowa ?? to k?py traw du??e i ma??e, rozmaitej g???boko??ci do??y. Utrzyma? si? wi?c na w??zku by??o wielk? sztuk?. Ja si? trzyma??em brata i w??zka. Wilk??w by??o coraz wi?cej, bo nasz krzyk je zach?ca??; a krowa rwa??a ile tyko si?? do przodu. Brat tak j? zaprz?g??, ??e dyszle nie p?k??y. Krzyczeli??my i p??akali??my, a?? ochryp??y nasze gard??a. Wreszcie brat m??wi: wo??ajmy na zmian?: raz ty, drugi raz ja, bo wilk??w coraz wi?cej, nie mo??emy we dw??ch krzycze?. Ale z powodu b??lu gard??a ju?? nie mog??em krzycze? i brat tak??e.

Wtedy zapyta??em mojego brata: ??Je??eli Mamusia nas nie us??yszy, czy wilki nas zjedz??? On odpowiedzia??: ??Nie b??j si? Anto??, wilki nas nie zjedz??. Widzia??em zdecydowanie i pewno??? mego brata. Mia?? wtedy nieca??e osiem lat, a pomaga?? Mamie jak dorastaj?cy ch??opiec czy m??odzieniec. Dzi?? widz? jak wielkie m?stwo i roztropno??? w??o??y?? dobry B??g w serce mojego brata. Wreszcie us??yszeli??my z bardzo daleka wo??anie naszej Mamy. Tak, to nie by??o z??udzenie, daleko, gdzie?? tam jej g??os. Kt???? nie rozpozna g??osu swojej matki? Razem z Mam? przy pomocy ognia i bicia w blach? rozp?dzili??my stado wilk??w. Znowu zostali??my uratowani. W ka??- dym razie ziemniaki dotransportowali??my przed ??witem do domu.

Dzi?kowali??my Bogu i Matce Bo??ej za cudowne ocalenie. Tak, to s? niecodzienne fakty i tak je rozumiem. Musz? powiedzie?, ??e jest to jakby dotykanie wewn?trznej tajemnicy, a jednocze??nie spraw bardzo delikatnych i subtelnych. Przez ponad pi??dziesi?t lat z zasady nigdy o tych sprawach nie opowiada??em, chyba ??e kto?? mnie zapyta?? o jakie?? drobne wydarzenie, to opowiedzia??em i na tym si? zawsze ko??czy??o. Mam pewn? niech?? do pisania czy opowiadania o tym, poniewa?? pod??wiadomie czuj?, ??e kto?? kto nie prze??y?? czego?? podobnego nie jest w stanie zrozumie? tego wszystkiego. Mo??e pojawi? si? w jego odbiorze pewien sceptycyzm, bo nie do??wiadczy?? osobi??cie czego?? tak okropnego, a jednocze??nie tak pi?knego i niespotykanego na codzie??.

Zanim przejd? do nast?pnego etapu, czyli naszego powrotu z Kazachstanu do Polski, chcia??bym powiedzie? kilka s????w o stosunkach jakie tam panowa??y. Jaki by?? stosunek w??adz ko??chozu czy sowchozu do zes??a??c??w, kt??rzy byli przecie?? autentycznymi niewolnikami? Jakie by??y porcje wy??ywienia? Czy zapewniano jakie?? utrzymanie tym ludziom, kt??rzy od rana do nocy pracowali po dwana??cie i wi?cej godzin w czasie mroz??w i upa????w? Czy na zim? zapewniono im odpowiednie zabezpieczenia? Ile os??b pracowa??o w naszym ko??chozie? Jacy to byli ludzie: Polacy, Ukrai??cy, Bia??orusini czy tylko Kirgizi i Kazachowie? Najpierw odno??nie do wywiezionych tam Polak??w. My nale??eli??my do rodzin wojskowych. By??y dwie tury wywiezienia ?? najpierw Ojca, potem nas. Bolszewicy dbali o to, by Polacy nie byli za bardzo zgrupowani w jednym miejscu. Starali si? raczej o ich rozdzielenie. Rodziny wojskowych, policjant??w, stra??y granicznej itp., by??y w spos??b szczeg??lny prze??ladowane. Jak to wygl?da??o? Wszyscy musieli kator??niczo pracowa?, nawet dzieci. Ja i m??j brat Eugeniusz byli??my za mali, by pracowa?.

Mama pracowa??a wi?c od ??witu do nocy, przez pewien czas przy nowym odcinku kolei transsyberyjskiej. Z wycie??czenia wa??y??a wtedy 36 kilogram??w. Jak dzi?? pami?tam krzyk wczesnym rankiem w oknie ziemianki: ??Ciotka wstawaj?, albo inny, rzadszy: ??W rabotu!? i pot???ne stukanie. Tak??e moi starsi bracia pracowali kator??niczo od rana do nocy. Wynagrodzenie by??o takie, ??e otrzymywali czterysta pi??dziesi?t gram??w chleba dziennie na osob?. W okresie wojny Rosji z Niemcami, kiedy wszystko oddawano na front, dawano jeszcze mniej chleba. Ja by??em jedynym uprzywilejowanym. Po moim urodzeniu Mama karmi??a mnie piersi? prawie trzy lata, co mnie uratowa??o. Jest to historia, kt??r? tylko Pan B??g mo??e wyt??umaczy?. Potem otrzymywa??em litr obratu, to znaczy mocno odci?ganego mleka i nic wi?cej. Litr dziennie. To by??o moje od??ywianie. I to tak??e nie by??a sta??a norma. By??y okresy ca??kowitego g??odu.

Mama pracowa??a w r????nych miejscach i w kilku ko??chozach. Wymieni? ich nazwy, bo mo??e kiedy?? Pan B??g pozwoli mi je odwiedzi?. A wi?c byli??my w ko??chozie ??Ukrainka?, kustonajskaja ob??a???, nast?pnie ??Gieorgiejewka?, gdzie si? urodzi??em i sk?d mam oryginaln? metryk? urodzenia. Potem przesiedlono nas do sowchozu ??Oziornaja?, w ko??cu za?? wywieziono nas do ko??chozu ??Pierwonajka? w czelabinskiej ob??a??ci. Liczba rodzin w r????nych ko??chozach by??a zr????nicowana, zale??nie od wielko??ci danego ko??chozu. Z zasady nie mniejsza ni?? dwie??cie ?? trzysta rodzin, w tym przewa??nie po kilkana??cie rodzin polskich. W naszych ko??chozach, kt??re nie by??y du??e, mieszka??o nieco mniej rodzin. Kobiet nie brali na front. Oczywi??cie m???czyzn, zdolnych do noszenia broni, powo??ywali do wojska i wysy??ali na front, jednocze??nie wymuszaj?c na pozosta??ych ludziach nadprodukcj?, by jak najwi?cej ??ywno??ci przes??a? dla wojska.

Zdarza??o si?, ??e z nadmiernego wysi??ku ludzie umierali przy pracy. A je??eli kogo?? schwytano, ??e ma ziarno w butach, skazywano go na kar? wi?zienia za kradzie?? i sabota??. Przyk??ad: m??j brat W??adys??aw, dziewi?cioletni ch??opiec, zosta?? z??apany na posiadaniu ziarna pszenicy w butach, za co skazano go s?downie na jeden rok wi?zienia. Wsadzili do wi?zienia dziewi?cioletnie dziecko! Autentyczne! (Kiedy Lech Wa???sa zosta?? Prezydentem Polski, ten??e W??adys??aw Papu??y??ski by?? Senatorem Rzeczypospolitej Polskiej w okr?gu Legnickim).

Wr???my do poprzedniego w?tku. By??o te?? niewiele rodzin niemieckich, ale z nimi nie mieli??my kontakt??w, poniewa?? w tamtych warunkach komunikacja spo??eczna nie by??a mo??liwa. Wszyscy byli inwigilowani i przypisani do ziemi. Z danego sowchozu bez pozwolenia NKWD nie wolno by??o nigdzie wyjecha?. Wszelkie kontakty by??y wykluczone. Tam trzeba by??o mie? zupe??nie inne my??lenie. Za ka??dy kontakt mo??na by??o trafi? do wi?zienia. Je??eli kto?? chcia?? gdzie?? pojecha?, musia?? poda? pow??d tego wyjazdu i otrzyma? przepustk?. Przepustek udzielano w wyj?tkowych sprawach ?? uznanych za takie przez urz?dnika NKWD, urz?duj?cego w ko??chozie czy sowchozie.

Z Kazachami i Kirgizami oraz Rosjanami mieli??my bardzo du??o kontakt??w w ko??chozach i sowchozach. Byli??my zapraszani do ich dom??w, potrafili nas ugo??ci?, Mam? i dzieci. Pami?tam u nich dwie uczty. Smaczne by??y dla mnie takie potrawy, jak sursuk, remszik, machan i wiele innych, osi?galnych tylko w wyj?tkowych okoliczno??ciach. Wszyscy jedli z jednej miski r?kami.

Mama by??a osob? bardzo lubian? za wzgl?du na to, ??e by??a Polk? i ze wzgl?du na swoj? religijno???. Muzu??manie szanowali j? za jej wiar?. Ponadto Mama mia??a w sobie co?? takiego, jaki?? dar ?? ca??e ??ycie go mia??a ?? ??e wsz?dzie umia??a zjedna? sobie ludzi. Gdy kto?? by?? chory lub potrzebowa?? pomocy, sz??a do niego resztkami si??, ??eby mu pom??c. A do ci???ko chorych, umieraj?cych, sz??a bez wzgl?du na to czy sama b?dzie ??y? czy nie.

Moi bracia mieli podobnego ducha i znali si? na r????nych sprawach. Ludzie prosili ich o pomoc i zapraszali do siebie. Na przyk??ad najstarszy brat Bronis??aw ?? obecnie emerytowany pu??kownik, specjalista wojskowy ?? by?? ustanowiony w Kazachstanie ??lekarzem dla ludzi i dla zwierz?t?. Nic wi?c dziwnego, ??e ludzie szanowali Mam? i jej syn??w tak??e z takich powod??w.

Do Polski wr??cili??my w 1946 roku. Pocz?tkowo nie zawiadamiano nas o repatriacji. W 1945 r. dowiedzieli??my si?, ??e o nasz powr??t do kraju stara si? zar??wno nasz ojciec, jak i brat. Ojciec na nasze szcz???cie prze??y?? wojn?. M??j najstarszy brat, Bronis??aw, poszed?? do wojska i na front tylko dlatego, ??eby nam pom??c w powrocie do Ojczyzny. Gdyby bowiem Ojciec zosta?? zamordowany, zgin??? lub zmar?? w gu??agu ?? nie mieliby??my szans powrotu do Polski. Dlatego Bronek w porozumieniu z Mam? postanowi??, ??e wst?pi nawet do wojska radzieckiego, byleby nas ratowa? i razem z lini? frontu dotrze? do Polski. Wtedy rozpocznie starania o nasz powr??t do kraju. Prze??y?? wszystkie bitwy i rozpocz??? starania o zrealizowanie tego postanowienia. S? ksi???ki na ten temat. S? opracowania historyczne tych walk. Bronis??aw by?? bardzo m???ny. Jego m?stwo zosta??o nagrodzone wieloma odznaczeniami. Raz pali?? si? w czo??gu.

W czasie walk wykaza?? si? wielk? umiej?tno??ci? pos??ugiwania si? map?, azymutem, umia?? dok??adnie okre??la? po??o??enie geograficzne i ustawia? celownik w czo??gu, nauczy?? si? wiele jeszcze w polskiej szkole, a ta wiedza okaza??a si? bardzo wa??na na froncie. Taki m??odzieniec od razu zosta?? dow??dc? czo??gu; p????niej trzech, potem sze??ciu, a potem chyba dziewi?ciu. W kr??tkim czasie zdoby?? stopnie porucznika, kapitana, majora. Pragn??? by? lekarzem. W Polsce Ludowej, mimo silnego nacisku ideologicznego, posy??a?? swoich syn??w na nauk? religii. Ostatecznie sam zrezygnowa?? z wszelkich mo??liwych karier i przeszed?? w stan spoczynku.

Cofnijmy si? jednak jeszcze do czas??w wojny. Nasz Ojciec ocala??! Wywieziony na Syberi? pracowa?? w kopalniach Omska i Tomska. Nic nie wiedzia??, ??e na froncie jest jego syn Bronis??aw. Nic o sobie nie wiedz?c razem poszli na front. Spotkali si? dopiero na przedmie??ciach Warszawy. W jaki spos??b? Brat by?? ranny, wyskoczy?? z p??on?cego czo??gu i musia?? si? leczy? w szpitalu polowym. Ojciec znalaz?? si? w tym samym szpitalu z powodu ran zadanych mu przez pocisk artyleryjski, kt??ry si? przy nim rozerwa??. Nie mogli uwierzy?, ??e si? spotkali w Polsce i to w szpitalu. S? to rzeczy nie do wiary.

Ojciec dowiedzia?? si? od syna, gdzie jest Mama z reszt? dzieci. Opowiedzia??, co prze??y?? i jak? kator??nicz? przeby?? drog?. Oczywi??cie, mimo sytuacji frontowej, rado??? Ojca i syna nie mia??y granic. Poprzez w??adze polskie natychmiast rozpocz?li starania o nasz powr??t. Pierwsze odpowiedzi, jakie Ojciec i brat otrzymywali brzmia??y: ??takich nie ma?, ??tacy nie istniej??. Nas w tym czasie przesiedlono i byli??my ju?? w innym, odleg??ym ko??chozie. Dopiero kiedy m??j brat powiedzia??: ??pojad? i osobi??cie poka???, gdzie oni s?? przysz??o do nas pierwsze zawiadomienie, ??e kto?? stara si? o nasz powr??t do ojczyzny. By??o to jednak tak m?tne i pe??ne sprzeczno??ci, ??e zaproponowano nam przyj?cie obywatelstwa wielkiego Kraju Rad, czego stanowczo odm??wili??my. Tymczasem przysz??y listy od Bronis??awa ?? mam jeszcze gdzie?? zdj?cie z podpisem brata z wojska, kt??re dotar??o do nas do Kazachstanu, ale ju?? z terenu Polski. W ten spos??b chcia?? nas zawiadomi?, ??e to co obieca??, ma szans? si? spe??ni?. Listy by??y pisane w taki spos??b, ??e trzeba by??o wielu rzeczy si? domy??la?, by zrozumie? intencje pisz?cego, poniewa?? wszystko by??o pod ??cis??? kontrol? NKWD. Wszystkie wa??niejsze dokumenty repatriacyjne redagowali razem Ojciec i brat. Ojciec wszystko formalnie podpisywa??, a brat jako l??ej ranny je??dzi?? do urz?d??w i os??b odpowiedzialnych za repatriacj?, by przerwa? ??a??cuch trudno??ci i dezinformacji.

Mama w maju 1946 roku suszy??a suchary na drog?, a w czerwcu ju?? przyjechali??my do Polski. Tu w Warszawie na Krakowskim Przedmie??ciu w dokumentacji s? nasze akta repatriacyjne. Pami?tam przede wszystkim rado??? z przygotowa?? do wyjazdu, po??egnanie z wszystkimi s?siadami, kt??rzy m??wili: ??wy jedziecie do raju?. Polska bowiem dla tych ludzi by??a rajem na ziemi. Pami?tam jak serdecznie nas ??egnano, jak Mama reszt? rzeczy porozdawa??a i jak wsiedli??my do rozklekotanego poci?gu i ruszyli??my w stron? Polski. Jechali??my ponad miesi?c. Pami?tam jak mijali??my gro??ny Ural, Wo??g?, Moskw?, Brze??? i wreszcie dotarli??my do Kutna, gdzie na stacji kolejowej zarz?dzono d??ugi post??j.

Wspomn? tutaj o pewnym wydarzeniu, kt??re jest dla mnie bardzo znacz?ce i wa??ne. W Kutnie, podczas tego postoju, zobaczyli??my dwie wie??e ko??cielne w pobli??u stacji kolejowej. Nigdy przedtem nie widzia??em ko??cio??a. By?? to ko??ci???? ??wi?tego Wawrzy??ca. Poszli??my do niego z Mam? i z bra?mi, ukl?kn???em przy balaskach po prawej stronie i nie mog??em oczu oderwa? od o??tarza, od tabernakulum, od krzy??a i od ambony, kt??ra by??a po lewej stronie. Nie zapomn? te?? nigdy tego, o co si? wtedy modli??em. By??em przecie?? sze??cioletnim ch??opcem, ale to prze??ycie zapad??o mi g???boko w pami?? na zawsze. U Pana Boga nie ma zbieg??w okoliczno??ci. Pan B??g bogaty w mi??osierdzie tak sprawi??, ??e po dwudziestu jeden latach sta??em w tym samym ko??ciele na ambonie ze stu??? na ramionach i z krzy??em rekolekcyjnym na piersi ?? a by?? to ten sam krzy?? z naszej syberyjskiej ziemianki, Chwalebny Krzy?? Zmartwychwsta??ego Pana ?? prowadzi??em rekolekcje parafialne na zaproszenie ksi?dza pra??ata Jana ??widkowskiego.

Gdy spojrza??em z ambony na to miejsce, gdzie przed dwudziestu jeden laty kl?cza??em jako sze??cioletni ch??opiec, a ko??ci???? by?? po brzegi wype??niony lud??mi, nie mog??em oderwa? si? od blasku tajemnicy tamtego faktu, gdy kl?cza??em z Mam? i bra?mi w tym oto miejscu zachwycony ??wi?tyni? i kto wie, czy nie w tym fakcie nale??y szuka? zewn?trznej prehistorii mego powo??ania. To, co si? wtedy we mnie dzia??o, tego si? j?zykiem ludzkim nie wyrazi. Postanowi??em, ??e to zostanie tajemnic?, ??e nie b?d? o tym m??wi?? z ambony jako przyk??ad, cho? mog??oby to by? bardzo po??yteczne dla ludzi, zw??aszcza w czasie rekolekcji. Wtedy to z dziwn? moc?, i jakim?? nadzwyczajnym ??wiat??em rozpocz???em pierwsze w moim ??yciu kap??a??skim rekolekcje wielkopostne.

Kartka z pami?tnika

??wiecenia Kap??a??skie otrzyma??em w Zgromadzeniu Ksi???y Marian??w 2 lutego 1967 roku z r?k ksi?dza Biskupa Antoniego Paw??owskiego we W??oc??awku. Pracowa??em w Licheniu, nast?pnie z Lichenia prze??o??eni skierowali mnie na studia filozoficzno ?? psychologiczne na Katolicki Uniwersytet Lubelski, kt??re uko??czy??em z wyr????nieniem w roku 1973 za prac? magistersk? pod tytu??em Podstawy psychologiczno??pedagogiczne systemu wychowawczego Ojca Stanis??awa Papczy??skiego, za??o??yciela Marian??w. W tym wyr????nieniu mnie przez uczelni? widz? uznanie i podkre??lenie faktu, ??e Ojciec Papczy??ski swoim ca??ym dorobkiem i swoj? osob? stworzy?? autentyczny system wychowawczy. W??a??nie za ukazanie jego systemu wychowawczego zosta??em wyr????niony, co mnie ogromnie cieszy. Praca w jednym paragrafie podejmuje personalizm duchowy Ojca Stanis??awa Papczy??skiego. Moim wewn?trznym pragnieniem by??o uko??czenie pracy magisterskiej na ten temat w trzechsetn? rocznic? za??o??enia Zgromadzenia Marian??w przez Ojca Papczy??skiego, a wypada??a ona w 1973 roku. Prac? pisa??em pod kierunkiem profesora Stefana Kunowskiego, kt??ry jest wybitnym pedagogiem, dydaktykiem, psychologiem, filozofem, humanist?, cz??owiekiem o ogromnych horyzontach. Jest tak- ??e ??wi?tobliwym katolikiem ??wieckim, godnym wyniesienia na o??tarze. Powiedzia?? mi w trakcie pisania pracy: ??Prosz? wzi?? pod uwag? fakt, ??e ksi?dz Konarski stoi na ramionach Ojca Papczy??skiego. Gdyby nie Ojciec Papczy??ski, nie by??oby tego, czego dokona?? Konarski?.

Pisz?c o systemie wychowawczym Ojca Papczy??skiego odkry??em skarb: Ojciec Papczy??ski traktowa?? wsp????braci personalnie, osobowo. Okazuje si?, ??e Ojciec Papczy??ski w swym systemie wychowawczym po??o??y?? nacisk na mi??o??? w rozwoju osobowo??ci. Jest rzecz? zdumiewaj?c?, ??e w tamtych czasach w systemie Ojca Papczy??skiego zaistnia?? wyra??nie personalizm chrze??cija??ski.

Obecnie w 300 lat po O. Papczy??skim, m??ody marianin, ksi?dz profesor Bogumi?? Gacka, zaj??? si? personalizmem w spos??b naukowy i specjalistyczny. Otrzyma?? i zorganizowa?? pierwsz? w ??wiecie Katedr? Personalizmu Chrze??cija??skiego na Uniwersytecie Kardyna??a Stefana Wyszy??skiego, kt??rej jest Kierownikiem. Rozpocz??? wydawanie p????rocznika w j?zyku polskim i angielskim pt. ??Personalizm?, w redakcji kt??rego zosta??em cz??onkiem Rady Programowej. Z tego wynika, ??e w planach Bo??ej Opatrzno??ci wszystkie wydarzenia maj? sw??j sens i warto???, bez wzgl?du na up??ywaj?cy czas, je??eli tylko s? naznaczone mi??o??ci? do Jezusa Chrystusa i do Ko??cio??a.

Warszawa, 15 sierpnia 2002 roku
Wniebowzi?cie Maryi

Wróć na górę ↑